153. Z rodziną to najlepiej na zdjęciu, czyli "Sztuka dawania prezentów" Anna Szczęsna
Nie jestem fanką typowo "świątecznych" książek, filmów czy muzyki, może dlatego że z reguły są przesłodzone, przelukrowane i pokazują nieprawdziwy obraz Świąt. Czasem jednak coś mnie najdzie na tego typu powieść, żeby się trochę odstresować, czy spędzić miło czas bez specjalnych przemyśleń. Ponieważ w tym roku sezon książek świątecznych zaczął się wyjątkowo wcześnie, bo już w październiku, postanowiłam, że dam szansę jakiejś pozycji z tego gatunku. Mój wybór padł na "Sztukę dawania prezentów" Anny Szczęsnej, bo znam i całkiem dobrze wspominam inną powieść tej autorki (nawet napisałam jej recenzję na blogu - TU). Zapraszam na kilka słów na jej temat :)
Lucyna to wdowa, matka czterech dorosłych córek, które wiecznie się kłócą. Po odkryciu pewnej tajemnicy z przeszłości, wpada na pomysł zorganizowania Świąt Bożego Narodzenia w nietypowym dla siebie miejscu - w domku z bali, znajdującym się gdzieś na odludziu, nad jeziorem. Zaprasza wszystkie córki wraz z rodzinami i przygotowuje wszystko, aby te święta były specjalne i wyjątkowe. Wiadomo jednak, że życie zawsze zaskakuje i nasze plany mogą się zrealizować w nieprzewidziany sposób...
Ta powieść to taka solidna historia obyczajowa, w której nie ma może wartkiej akcji i szeregu niesamowitych wydarzeń, ale jest coś, co sprawia, że chce się ją czytać i czytać. Napisana jest prosto i tak od serca, widać, że została przemyślana. Nie brak też w niej zaskoczeń, ale też wzruszeń i świąteczno-zimowego klimatu, nie ma też słodzenia, dzięki temu czyta się ją przyjemnie. Dużą zaletą tej powieści jest jej życiowość, to, że nie jest wydumana, czy nierealna. To historia, która mogłaby się wydarzyć w prawdziwym życiu, a zarazem nie jest pozbawiona nutki magii i specyficznego klimatu odpowiedniego dla książek świątecznych.
Główni bohaterowie są nakreśleni bardzo dobrze, można ich dobrze poznać, zrozumieć, dowiedzieć się co stoi za ich zachowaniami, dlaczego są tacy a nie inni. Podoba mi się zwłaszcza postać Lucyny, matki, kobiety dla której rodzina jest i była całym życiem, a przez tajemnice z przeszłości okazuje się, że niekoniecznie jej życie rodzinne było takie, jak jej się wydawało. Radek, samotny i tajemniczy sąsiad, również jest ciekawym bohaterem, zamkniętym dla innych, przeżywającym utratę bliskiej osoby, przywiązanym tylko do szczególnego psa. Bardzo podoba mi się to, w jaki sposób losy tych dwóch różnych osób się przecięły i jak oni na siebie wpłynęli.
Podoba mi się też logiczne prowadzenie akcji, ale też zmiany jakich doświadczają praktycznie wszyscy bohaterowie. Widać jak wpływa na nich atmosfera Świąt i magicznego otoczenia domku z bali, ale też jak pomagają im rozmowy i wyjaśnienia różnych tajemnic i niesnasek z przeszłości. Oczyszczająca moc Bożego Narodzenia i końca roku zmienia praktycznie każdego członka rodziny.
Jedyne co mogę tej książce zarzucić, to częste używanie słowa: babka, zamiast babcia. Brzmiało to jak totalny brak szacunku, chociaż z kontekstu zdań nie wynikało jakoby dana osoba chciała wyrazić się lekceważąco o Lucynie. Sama nie mam babci, bo już obie nie żyją, ale nigdy bym nie powiedziała o żadnej z nich: babka, bo brzmi to jakoś tak pogardliwie. Ale to tylko moje odczucia, być może dla Was to nie zrobi różnicy.
"Sztuka dawania prezentów" to książka o nadziei, miłości, przebaczeniu i zrozumieniu, o tym, że wspólne chwile są ważniejsze i cenniejsze niż najdroższe i najbardziej wyszukane prezenty. To ciepła, spokojna, klimatyczna opowieść o tym co w życiu i w Święta najważniejsze. Można ją czytać jednak nie tylko w czasie świątecznym, ale i w każdej chwili, na przykład w jakiś ponury, listopadowy wieczór, żeby zapomnieć o otaczającej rzeczywistości...
Za możliwość poznania tej ciepłej, spokojnej powieści dziękuję serdecznie Wydawnictwu Kobiecemu.
PS Jest już nowa edycja Rankingu Okołoczytelniczego OPOWIEMCI, zachęcam Was do głosowania na ulubionych twórców :)
Ja lubię w okresie świątecznym poczytać takie klimatyczne książki :)
OdpowiedzUsuńW takim razie bardzo Ci polecam tę pozycję ;)
UsuńDobrze, że można ją czytać także poza okresem świąt, bo nie wiem, czy się wyrobię na święta.
OdpowiedzUsuńRozumiem Cię, w tym roku zostaliśmy tak obsypani książkami typowo świątecznymi, że czasu nie starczy, żeby wszystkie poznać ;)
UsuńMyślę, że ta powieść spodoba się wielu fanom takich świątecznych historii.
OdpowiedzUsuńTeż tak myślę ;)
UsuńDla mnie określenia matka, babka czy ojciec są neutralne. Ale pewnie co człowiek, to opinia. Nie lubię świątecznych książek z tego samego powodu co Ty. Ale w tym roku będę czytać jedną, bo dostałam ją razem z inną, jako dodatek :) Przyznam, że recenzowaną przez Ciebie bym ominęła w księgarni, bo okładka sugeruje mi właśnie taką cukierkową treść. I mogłabym żałować :)
OdpowiedzUsuńNo właśnie, co człowiek to opinia ;). Mnie one drażnią, no może poza ojcem, bo czasami tak żartobliwe mówię.
UsuńDokładnie, okładka sugeruje typowo cukierkowe klimaty, a tymczasem treść jest nieprzesłodzona, wyważona.
Ciekawa jestem jaką świąteczna książkę będziesz recenzować ;)
Przypomniałaś mi, że miałam przeczytać jakąś świąteczną książkę na lato :P Oj uciekło. W sumie mało coś mnie ciągnie w te świąteczne klimaty. A co do babki niektórzy tak mówią i jest to zupełnie normalne :). Ja akurat też zwracam się babciu.
OdpowiedzUsuńŚwiąteczna książka na lato to ciekawy pomysł ;).
UsuńNo właśnie wiem, że dla niektórych to nie jest określenie lekceważące, ale mnie jakoś drażni.
Ale u Ciebie świątecznie i pięknie. Książka już gdzieś mignęła mi przed oczami i nie wykluczam, ze będę chciała po nią sięgnąć. Przekonuje mnie kreacja bohaterów, o których wspominasz.
OdpowiedzUsuńDziękuję ;). Jak będziesz miała okazję, to polecam tę książkę ;)
UsuńO mamo! Już świątecznie? Ja przez cały listopad nawet nie mam zamiaru sprzątać halloweenowych ozdób, a Ty już skończyłaś (!) taką książę! No nieźle!
OdpowiedzUsuńCóż, jak wydawnictwa nas zarzucają świątecznymi książkami już w październiku, to trzeba czytać szybko, żeby do Świąt je przeczytać ;)
UsuńJa lubię ciepłe, dodające otuchy historie. Czasem wiem, że są przesłodzone, ale to nie odbiera ich uroku, są niczym bajki :)
OdpowiedzUsuńMnie z reguły denerwują zbyt słodkie historie, ale ta akurat jest bardzo dobrze wyważona w tej kwestii ;)
UsuńTym razem zaciekawiły mnie inne książki świąteczne, więc ten tytuł raczej sobie odpuszczę.
OdpowiedzUsuńKsiążki jak narkotyk
Rozumiem, w tym roku mamy urodzaj świątecznych książek, więc jest w czym wybierać ;)
UsuńMając okazję przeczytam... potrzebuje czegoś lekiego ;)
OdpowiedzUsuńKażdy z nas czasami potrzebuje takiej lektury ;). Ja ostatnio sięgam tylko po lekkie książki, żeby się odstresować.
UsuńJa po różne ale sporo tych lekkich :)
UsuńDla mnie lekkie książki są w sam raz na jesień ;)
UsuńNie za bardzo lubię świąteczne książki... Z wielu powodów. Ale muszę przyznać, że recenzję stworzyłaś bardzo zachęcającą i skoro książka nie jest cukierkowa i uważasz, że mogłaby się wydarzyć w prawdziwym życiu to dla mnie wielki plus. ;)
OdpowiedzUsuńZastanawiam się nad słowem "babka"... Ja nigdy tak się nie odezwałam do babci, ale już do mamy czasami żartobliwie mówię "matko"... Z drugiej strony wydaje mi się, że kiedyś byłam na wakacjach na północy Polski (nie pamiętam gdzie) i słyszałam "babka powie nam...", "to trzeba babce powiedzieć" itd. Więc może to też jest kwestia regionu Polski, tak jak z siostrą cioteczną i kuzynką?
Właśnie ja też bardzo rzadko sięgam po świąteczne książki, bo są dla mnie zbyt nierealne i przesłodzone. W tej akurat, tak jak wspomniałam, ta słodycz jest wyważona, nie mdli człowieka po jej przeczytaniu ;).
UsuńMasz rację, być może to kwestia regionu, a może po prostu kwestia człowieka i podejścia. Mnie to bardzo drażni, ale widzę, że innych niekoniecznie.
Po tytule myślałam, że to będzie poradnik. Nie czytam światecznych książek ani nic takiego :)
OdpowiedzUsuńFaktycznie, tytuł brzmi jak poradnik! W sumie przydał by się taki poradnik jak wybierać prezenty, o ile już czegoś takiego nie ma na rynku ;)
UsuńLubię czytać takie książki, ale najlepiej mi się je czyta w grudniu. Będę pamiętać też o tej. ;)
OdpowiedzUsuńNo tak, grudzień to najlepszy czas na takie pozycje ;)
UsuńZe świątecznych książek chciałam w grudniu przeczytać "Noelkę" i jeszcze coś ("Świąteczny skarbczyk Ani z Zielonego Wzgórza" albo "Dziadka do orzechów"), jednak te pewnie będą czekać jeszcze rok, bo biblioteki zamknięto i wątpię, czy je tak szybko otworzą...
OdpowiedzUsuńTeż lubię wracać do "Noelki" w okresie świątecznym! O "Świątecznym skarbczyku Ani z Zielonego Wzgórza" nie słyszałam, a "Dziadka do orzechów" nie czytałam.
UsuńCo do bibliotek, to z tego co się orientuję, to nie wszystkie zamknięto, bo to nowe zarządzenie ma trochę dziur w tej kwestii ;). Na przykład moja uczelniana (ta, w której pracuję) jest dalej otwarta, co prawda w bardzo ograniczonym zakresie, ale jest.
O widzisz, a w BUWie nie można nic wypożyczać!
UsuńJednak i moją zamknęli XD
UsuńJa to nie czytam świątecznych książek. W swoim życiu przeczytałam chyba z 4 z czego 3 to były świąteczne kryminały, więc nie wiem, czy to się zalicza do tego kanonu. Już wolę oglądać filmy świąteczne. Jednak chętnie spróbuję przeczytać jedną. Może okaże się, że polubię takie świąteczne obyczajówki, czy romanse ? :)
OdpowiedzUsuńJeśli lubisz świąteczne filmy, to myślę, że tego typu powieści obyczajowe czy romanse przypadną Ci do gustu ;)
Usuń