193. Czytelnicze podsumowanie końcówki lata i początku jesieni

No i zaczęła się jesień, nie tylko ta pogodowa, ale też astronomiczna i kalendarzowa. Jesieniary już zacierają ręce z dyniowym latte na nadchodzące zdjęcia w żółtych liściach, z dyniami, kocykami, herbatkami i innymi atrybutami tej pory roku. Jako że mnie do jesieniary baaaardzo daleko i zdecydowanie jestem miłośniczką wiosny i lata, czuję powoli smutek odchodzącego ciepła i przybywającej słoty, chłodu i coraz krótszych dni.

Ponieważ jednak takie gorsze pod względem pogody dni mają ten plus, że nie zachęcają do spędzania czasu aktywnie na zewnątrz, pojawia się nieco więcej czasu na czytanie (chociaż nie tyle, ile bym chciała, czy ile mówią wspomniane jesieniary). Wobec tego, sierpień i wrzesień miałam całkiem zaczytany. O dziwo, w sierpniu, czyli w czasie długiego urlopu, przeczytałam mniej książek niż, w wydawać by się mogło, zapracowanym wrześniu. Zapraszam na podsumowanie tego czasu, postaram się pisać w miarę krótko ;)


Sierpień

1.  "Zaginiona siostra" Lucinda Riley - siódmy i jak się niedawno okazało, nie ostatni tom serii "Siedem sióstr" mnie lekko rozczarował. Nie odpowiedział na moje pytania, raczej pozostawił mnie w niepewności, a postać siódmej, zaginionej siostry choć zaskakująca, okazała się jednak mniej barwna i ciekawa niż sześć sióstr D'Apliese. Ponieważ jednak cała historia ma w sobie sporo uroku i została napisana w naprawdę dobrym stylu, oceniłam ją na 6/10. Szkoda, że następny tom będzie historią, która tylko częściowo wyszła z pod pióra pani Riley....

2. "Warszawskie dzieci '44" Agnieszka Cubała - trudno mi oceniać takie książki oparte przecież na prawdziwych wydarzeniach, opisujące prawdziwe osoby. Na pewno na uwagę zasługuje tu obfitość źródeł z jakich korzystała autorka, jednakże pewien chaos w relacjonowaniu, a także niekoniecznie nowe spojrzenie na udział dzieci w Powstaniu, spowodowały, że czytało mi się to trudno. Doceniam chęć pokazania nieco innej "twarzy" tego zrywu , stąd moja ocena to 6/10. Całą moja opinię znajdziecie na portalu Nakanapie.pl (TU).

3. "Zabawa w chowanego" Guillaume Musso - kolejne spotkanie z moim ulubionym pisarzem dało mi dużo radości. W tej książce jest wszystko co lubię w twórczości pana Musso - atmosfera tajemnicy, pewna przewrotność w snuciu historii, zaskakujące zakończenie oraz liczne nawiązania literackie. Całą moją recenzję znajdziecie na Bookhunter.pl (TU), a moja ocena to 7/10.

4. "Ślub od pierwszego kliknięcia" Claire Frost - o tej lekkiej i nieco zabawnej powieści obyczajowej pisałam na blogu (TU), nie będę się więc powtarzać. Dodam tylko, że oceniłam ją na 6/10.

5. "Basza smaku" Saygin Ersin - to jedna z tych książek, które na moim stosiku hańby przeleżały bardzo długo. Zachęciła mnie do niej pełna zachwytów jednej z instagramerek (której, nota bene, już nie obserwuję, bo nie mam już zaufania do jej opinii o książkach XD). W końcu nadszedł dzień na tę lekturę i okazało się, że owszem, jest oryginalna, ale też nieco nudnawa, przez co czytałam ją dość długo i z przerwami. Za to opisy jedzenia, które są w niej liczne, powodowały, że robiłam się głodna XD. Za styl i oryginalność jest ta moja ocena 6/10.

6. "Domy pisarzy" Marzena Mróz-Bajon - zainteresował mnie opis tej książki, fakt, że autorka postanowiła opowiedzieć o znanych pisarzach (i poetach) poprzez opisanie ich domów, mieszkań, miejsc dla nich ważnych. To była bardzo ciekawa lektura, nietypowa, nawet nieco zaskakująca. Więcej na jej temat napisałam na Bookhunter.pl (TU), a oceniłam ją na 8/10.

7. "Pocałunki piasku" Reyes Monforte - historia opowiedziana w tej książce i ogólnie tematyka, jaką porusza, są naprawdę ciekawe i momentami mną wstrząsnęły. Niestety, styl jakim to wszystko zostało opisane jest, delikatnie mówiąc, słaby. Jest to powieść ckliwa, banalna, przeciągnięta, chwilami dość toporna. Czytało mi się ją jak po grudzie, przez wspomniany styl i nagromadzenie dat i wydarzeń z historii Sahary. Szkoda, że książka poruszająca tak niszową i mało znaną historię ludności saharyjskiej i jej dążeń do niepodległości została w tak słaby sposób napisana. Oceniam ją na 4/10 i to tylko ze względu na wspomniany temat.

Wrzesień

1. "Dziewczyna, która patrzyła w słońce" Anna Szczęsna - tę książkę przeczytałam nad morzem, akurat patrzyłam w słońce, chociaż ubrana w kurtkę i z kapturem na głowie, bo wiało strasznie ;). Napisałam recenzję na blogu, nie będę się powtarzać, tylko zapraszam Was TU. Ogólnie to ciekawa pozycja, opowiadająca też nieco o życiu pisarzy, stąd moja ocena to 7/10.

2. "Dziewczyna z wiatrem we włosach" Anna Szczęsna - drugi tom serii "Między stronami życia" skończyłam czytać w drodze powrotnej znad morza. Zdążyłam jednak zrobić zdjęcie z wiatrem we włosach, które pojawiło się przy mojej recenzji tej książki (TU). Ponieważ ta powieść okazała się nieco słabsza od poprzedniczki, oceniłam ją na 6/10.

3. "Zaopiekuj się mną" Helen J. Rolfe - zainteresowało mnie, że akcja tej powieści rozgrywa się w Australii i że porusza temat ataków z 11 września. Okazało się, że jednak nie ma zbyt wiele o tym ciekawym kraju i kontynencie, a wspomniane ataki to tylko pretekst, żeby przeszłość bohaterki była bardziej dramatyczna. Ta powieść to melodramat, jednakże pozbawiony życia, banalny, pusty, przewidywalny i naszpikowany tragediami. Więcej o moich odczuciach przeczytacie TU, a moja ocena to 5/10 (i jak się teraz zastanawiam nad nią, trochę zawyżona).

4. "Krok do miłości" Sylwia Kubik - o żuławskich, nieco mglistych klimatach pisałam na blogu (TU), więc dodam jedynie, że oceniłam te książkę na 7/10.

5. "Tajemnica z przeszłości" Sylwia Kubik - drugi tom serii żuławskiej również zrecenzowałam na blogu (TU) i również oceniłam na 7/10.

6. "Warkocz spleciony z kwiatów" Agnieszka Krawczyk - kolejna z książek, które recenzowałam na blogu (TU) i zarazem kolejna spokojna obyczajówka, którą oceniłam na 7/10 ;).

7. "Wojna Inge" Svenja O'Donnell - miałam już dać sobie spokój z "wojennymi" książkami, ale ta publikacja zainteresowała mnie tym, że została napisana przez wnuczkę tytułowej Inge i opowiada jej prawdziwą historię. Przede wszystkim, to nie jest tylko powieść, raczej zbeletryzowane wspomnienia, uzupełniane wstawkami nieco reportażowymi. Ciekawa to pozycja, autorka nie boi się w niej kontrowersji, a opowiadając i nieco rekonstruując wojenną historię swojej babki, pokazuje swego rodzaju poszukiwania tożsamości. Więcej o tej książce przeczytacie TU, a moja ogólna ocena to 7/10.

8. "Zanim wybaczę" Magdalena Wala - po tę powieść sięgnęłam zachęcona ciekawym drugim tomem serii "Splątane losy", o którym opowiadałam Wam w podsumowaniu maja, czerwca i lipca (TU). Okazało się jednak, że drugi tom był ciekawszy. "Zanim wybaczę" to dość płaska, pozbawiona głębi i emocji powieść, z nieco zmarnowanym potencjałem. Taki przeciętniak obyczajowy, który można przeczytać, ale nie trzeba, dlatego oceniłam ją tylko na 5/10.

9. "Róża w rozkwicie" Louise May Alcott - to kontynuacja powieści "Ośmioro kuzynów", równie urocza, ciepła i miła. Taki comfort book. Bardzo przyjemnie mi się ją czytało, a kilka słów na jej temat napisałam na Bookhunter.pl - TU. Moja ocena to 7/10.

10. "Literatura to niebezpieczny biznes" Alice Basso - pani Basso mnie znów kupiła opowieścią o nietypowej ghostwriterce, Vani. Bawiłam się świetnie przy tej pełnej sarkazmu powieści i czekam na kolejne tomy ;). 8/10


Filmy/seriale

Mało miałam czasu i chęci na oglądanie. Dalej powtarzam sobie "Przyjaciół", wróciłam też do moich comfort movies, czyli ekranizacji i adaptacji powieści Jane Austen. A poza nimi widziałam dwa filmy:

*"Legion samobójców. The Suicide Squad" 2021 - dziwny to był film, właściwie nieco bezsensowny, brutalny (krew się lała strumieniami), chwilami zabawny (ale tylko chwilami ;)), za to bardzo komiksowy. Nie wiem co o nim sądzić XD. 

*"F9" 2021 - przyznam się Wam z pewnym zawstydzeniem, że ta seria to dla mnie takie coś w rodzaju guilty pleasure. Musiałam więc zobaczyć tę najnowszą część. I cóż, okazała się odejchana w kosmos. Dosłownie XD. Tak właściwie myślę, że twórcy powinni się zastanowić nad zmianą kategorii - z sensacji na fantasy ;). Ale podoba mi się, że sami żartują z tego jak bardzo są to oderwane od rzeczywistości filmy. Totalnie głupi film, ale od czasu do czasu i takie można obejrzeć ;).


Warszawskie Targi Książki

W tym roku WTK z powodu pandemii odbyły się dopiero we wrześniu i to na dodatek w innym niż zwykle miejscu i okrojonej formie. Ja ogólnie nie za bardzo się lubię z takimi imprezami (o czym opowiadałam kiedyś na blogu - TU), ale że pracuję w Warszawie i byłam ciekawa jak to będzie wyglądać w tym roku, udałam się w okolice Pałacu Kultury. Targi odbywały się w dniach 9.09-12.09, a że wolną chwilę miałam tylko w czwartek, to pojechałam tego dnia po pracy. 

Pierwsze co rzuciło się w oczy, to to, że wystawców było sporo mniej niż w zeszłych latach. Podobnie zresztą było w przypadku imprez towarzyszących. To akurat zrozumiałe z uwagi na miejsce, w jakim się targi odbywały i ogólnie ze względu na sytuację. W czwartek, jak zawsze na targach, działo się zresztą mniej, nie było podpisywania książek. Za to podsłuchałam dwa spotkania na małych scenach, jedno o wyzwaniach rynku książki, drugie o małych księgarniach. I oba poruszyły temat kontrowersyjnego projektu ustawy o jednolitej cenie książki. 

Cenowo było jak zawsze na tej imprezie - promocje rzędu 20-25%, chociaż można było trafić czasem na coś w naprawdę dobrej cenie. Była bardzo mała strefa antykwariatów, a takich "okołoksiążkowych" wystawców było jeszcze mniej. No i nie było takich tłumów i hałasu, jak zawsze na targach. Ja tym razem nie znalazłam niczego dla siebie, ale chociaż popatrzyłam i posłuchałam trochę. Wiem jednak, że wiele osób wyszło zadowolonych z takich okrojonych WTK, widziałam na Instagramie, że niektórzy się naprawdę obłowili w książki i autografy, uczestniczyli też w ciekawych spotkaniach. Chyba więc nie było tak źle, choć niewątpliwie skromnie w porównaniu z poprzednimi edycjami.

I tym optymistycznym akcentem kończę podsumowanie.

Na dniach pojawi się recenzja książki, którą akurat czytam, a która premierę ma we wtorek (nie zdradzę jaka). A tak poza tym to nie spodziewajcie się mnie tu często na blogu, czy na Waszych blogach, bo niestety czasu brak. Ale będę się starać, żeby chociaż co jakiś czas się pojawiać, żebyście o mnie nie zapomnieli ;).


A jak tam Wasz sierpień i wrzesień? Zaczytane, czy wręcz przeciwnie?

Komentarze

  1. Mam wrażenie, że sierpień był strasznie dawno temu. Wrzesień zresztą też... Nie wiem kiedy uciekają mi te dni, a wszystkie ostatnio do siebie podobne :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A wiesz, że ja też mam takie wrażenie? Jakbym ten urlop miała sto lat temu, a nie zaledwie nieco ponad miesiąc. Strasznie szybko płynie ten czas, aż za szybko :(

      Usuń
  2. Ja akurat lubię jesień bo mogę zakładać ciepłe swetry, które uwielbiam. U mnie wrzesień był rewelacyjny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja lubię ciepłe swetry, ale tylko dlatego, że grzeją mnie w tę znienawidzoną jesień ;). Widzę na blogu, że u Ciebie się dużo dzieje, super!

      Usuń
  3. Ja bardzo lubię jesień i zawsze nie mogę się jej doczekać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli, używając nowomowy, jesteś jesieniarą ;)

      Usuń
  4. Lubię jesień, ale raczej nie nazwałabym siebie jesieniarą ;) Przede wszystkim, nie robię sobie zdjęć wśród dyń! :D Co do książek, to zainteresowała mnie ta o dzieciach w powstaniu, bo o niej nie słyszałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha, pewnie dlatego, że nie masz w pobliżu pola dyń ;).
      "Warszawskie dzieci '44" to książka dobra, choć nieco chaotyczna i powtarzalna. Jak gdzieś na nią trafisz, to sprawdź, ale jeśli masz jakąś wiedzę o Powstaniu (jako varsavianistka-amatorka pewnie masz ;)), to raczej nie dowiesz się niczego nowego.

      Usuń
    2. I tu Cię zaskoczę, bo dynie rosły nawet u mnie na schodach przed domem ;) Wszystkie pędy uznały, że lepiej będzie im na schodach niż koło krzaczków...

      Usuń
    3. Ciekawe miejsce sobie wybrały XD. U mnie na działce zawsze siejemy dynie, w tym roku niestety nam nie obrodziły, może właśnie miejsce nie takie było ;)

      Usuń
  5. Kupiłam sobie ,, Zabawę w chowanego" i mam nadzieję, że mi się spodoba. Tego autora czytałam tylko,, Zjazd absolwentów ", które mnie zaskoczyło pod wieloma względami, więc mam nadzieję, że tym razem będzie podobnie. Super wynik kochana pod każdym względem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zabawa w chowanego" to książka bardzo w stylu autora, choć różni się od "Zjazdu absolwentów". Ciekawa jestem Twojej opinii o tej książce ;)

      Usuń
  6. Ja akurat bardzo lubię jesień, choć nie lubię określenia "jesieniara". Nie wiem czemu, ale drażni mnie :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, bo ta "jesieniara" to taka dziwna nowomowa. Mnie się kojarzy z Instagramem i zdjęciami ze swetrami, liśćmi, dyniami etc. Na początku mojego wpisu używam tego określenia żartobliwie ;)

      Usuń
  7. Dla mnie to i tak imponujący wynik, bo mnie się zwykle udaje przeczytać jedną książkę w miesiącu. Teraz czytam dość obszerne tytułu, wiec nie wiem czy miesiąc starczy.. Ale ciągle liczę na te długie jesienne i zimowe wieczory.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdy ma swoje tempo, więc rozumiem Cię :). Oby te długie jesienne i zimowe wieczory sprzyjały czytaniu!

      Usuń
  8. Gratuluję ciekawych miesięcy! Ja nigdy nie jestem zadowolona ze swoich czytelniczych wyników, ciągle pojawia się książka, która wpada mi w oko ;) życia mi nie starczy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Też tak myślę, że życia mi nie starczy na poznanie wszystkich interesujących książek... Ale trzeba próbować ;)

      Usuń
  9. Jakoś mniej ostatnio czytam, a filmy i seriale zaniedbałam jeszcze bardziej. Podsumowanie ciekawe, sporo interesujących tytułów. Czytałam dwie części serii "Między stronami życia" i obie mi się podobały. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Czyli tak jak ja czekasz na kolejny tom? ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz i każdy głos w dyskusji.