306. Kim są owce bez pasterza? Detektywami!, czyli "Glennkill. Sprawiedliwość owiec" Leonie Swann

Wiecie, że uwielbiam komedie kryminalne i wszelkie historie z gatunku cosy crime. Nie mogłam odmówić więc sobie poznania nowości, która tak naprawdę nowa nie jest – to kolejne wydanie bestsellerowej książki. O jakim tytule mowa? O Glennkill. Sprawiedliwość owiec Leonie Swann. Ta powieść ukazała się w Polsce po raz pierwszy w 2006 roku, a więc kilkanaście lat temu. Co ją wyróżnia? Sprawdźcie sami w mojej krótkiej recenzji poniżej ;).




Na pewnym pastwisku w miejscowości Glennkill zostaje znaleziony martwy pasterz. Panna Maple (podobieństwo do nazwiska detektywki amatorki powołanej do życia przez Agathe Christie jest nieprzypadkowe), najmądrzejsza owca w stadzie, z pomocą wszystkich czterokopytkowych mieszkańców okolicznej stodoły postanawia odkryć, kto zabił Georga, ich pasterza. A to nie będzie łatwe zadanie…

W tej książce owce prowadzą śledztwo w sprawie kryminalnej – czy to nie jest absurdalne? Już same te poszukiwania mordercy pasterza przez jego stado są zaskakująco dziwne, a jeśli dodać do tego sposób opisania tego owczego dochodzenia, to mamy tu naprawdę odjechaną powieść. Autorka jest filozofką, co bardzo widać w jej opowieści. Czasem odpływa trochę w baśniowe, czy przypowieściowe klimaty, pokazując przez pryzmat naiwnych owieczek prawdę o nas samych. Nic w tej opowieści nie jest przypadkowe, nawet jeśli takie się wydaje na pierwszy rzut oka ;).

"Stado owiec można łatwo spędzić, bo coś o nich wiesz. Wiesz, że zawsze zostaną razem. Zrobią wszystko, żeby zostać razem. Dlatego można je spędzić. A pojedynczej owcy już nie. Pojedyncza jest nieprzewidywalna. Samotność ma swoje dobre strony."

Znajdziemy w tej historii naprawdę wiele tajemnic, a także sporo życiowej prawdy przemyconej w rozmyślaniach i słowach wełniastych bohaterów. Jest też dużo uroku i humoru – czasem przygody owieczek wzbudzają w czytelniku uśmiech politowania, czasem chichot z absurdalnych sytuacji. Chwilami znajdziemy tu też nieco poważniejsze zagadnienia, mroczniejsze spostrzeżenia na temat ludzkiego życia, samotności i stadnej egzystencji, a także naszych przywar i hipokryzji. 

Powieść ta jest określana jako cosy crime i to określenie totalnie do niej pasuje – mimo iż to kryminał, to ma taki przytulny klimat, a świat pokazany oczyma owiec jest zajmujący, zaskakujący i pełen specyficznego uroku. Totalnie sprawdzi się jako lektura na ponure, depresyjne, listopadowe popołudnia i wieczory (jak dziś). To książka, która wciąga, zapewnia rozrywkę i odrobinę uśmiechu, a także zostawia coś po sobie. Naprawdę warto ją poznać! Polecam i nie mogę się doczekać jej kontynuacji w nowym wydaniu ;).

tytuł: Glennkill. Sprawiedliwość owiec
tytuł oryginału: Glennkill. Ein Schafskrimi
autor: Leonie Swann
tłumacz: Jan Kraśko
data wydania: 2005
data polskiego wydania: 13 listopada 2024 r. (to już kolejne wydanie w naszym języku)
wydawca: Grupa Wydawnicza Relacja
liczba stron: 384
kategoria: kryminał/komedia kryminalna/literatura piękna

Recenzja we współpracy w Wydawnictwem Relacja.

Komentarze

  1. Lubię cosy crime, więc będę miała ten tytuł na uwadze.

    OdpowiedzUsuń
  2. Uwielbiam takie klimaty, no i świetna okładka. Zapisuję tytuł.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mi się podoba ta okładka, pasuje do treści i jest taka nieprzesadzona ;)

      Usuń
  3. Wiem, komu zaproponować tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam na półce "Triumf owiec", kupiony lata temu. Może w końcu przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Triumf owiec" to kontynuacja tej historii, jeszcze nie czytałam, ale jestem ciekawa ;)

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz i każdy głos w dyskusji.