43. Kiedy natura się buntuje..., czyli "Odwet oceanu" Frank Schätzing
Dziś opowiem o książce, która niczym film katastroficzny wciąga, niepokoi, ale też pobudza do refleksji. Ta nietypowa i na dodatek bardzo obszerna książka to "Odwet oceanu" Franka Schätzinga. Jeśli śledzicie mojego bloga od jakiegoś czasu, albo zaglądacie na mój profil na Instagramie, to wiecie, że tę powieść otrzymałam w niespodziewanym prezencie od Grupy Wydawniczej Publicat. Trochę mi zajęło jej przeczytanie, ale wreszcie skończyłam i mogę o niej trochę opowiedzieć w dzisiejszym wpisie...
tytuł: "Odwet oceanu"
tytuł oryginału: "Der Schwarm"
autor: Frank Schätzing
tłumaczenie: Anna Wziątek
data wydania: 2004 r.
data polskiego wydania: 31 października 2018 r.
wydawca: Wydawnictwo Dolnośląskie
Tę powieść czytałam przez kilka miesięcy... Na początku zupełnie nie mogłam się w nią wciągnąć, momentami brakowało mi chęci na czytanie i tak naprawdę dopiero po pierwszych 200 stronach wkręciłam się w jej akcję. Ale skończyłam i muszę powiedzieć, że było warto przeczytać tę obszerną, bo aż 950-stronicową książkę ;). Objętość może przerażać czytelnika, mnie bardzo przestraszyła, bo rzadko wybieram takie duże publikacje, ponieważ trudno je czytać w komunikacji miejskiej, czyli tak jak zazwyczaj czytam. Tę książkę, jak już wspomniałam, otrzymałam w prezencie od wydawnictwa, więc to było moją motywacją do jej przeczytania. Czytałam ją w domu, wieczorami, dlatego tak powoli mi szło.
Zaczyna się raczej mało efektownie - pewien młody rybak tajemniczo znika przy wybrzeżu Ameryki Południowej. Dopiero potem akcja się rozkręca - na całym świecie zaczynają się dziać dziwne, niepokojące, a wręcz straszne rzeczy - meduzy pojawiają się wielkimi stadami przy różnych plażach i zabijają swoją trucizną wszystkich, którzy chcą wejść do wody, wieloryby i delfiny atakują łodzie, w Europie pojawia się tsunami, które zmiata z powierzchni ziemi nadmorskie miejscowości etc. Zwołano więc grupę naukowców z różnych dziedzin, która ma sprawdzić, czy te wydarzenia są ze sobą powiązane, a także kto i dlaczego atakuje ludzkość...
Dużo się dzieje w tej książce, mamy w niej wiele postaci, tak, że czasem ciężko zapamiętać kto jest kim, zwłaszcza, że są to osoby z różnych stron świata... Bohaterami są głównie naukowcy, którzy zajmują się badaniami związanymi z katastrofami, których ludzie doświadczają. Na pierwszy plan wysuwa się kilkoro z nich: Leon Anawak, mieszkaniec Kanady, który ma problemy z poczuciem tożsamości, a naukowo zajmuje się badaniem wielorybów, Sigur Johanson, Norweg, badacz fauny morskiej, Karen Weaver, dziennikarka zainteresowana oceanami i Susan Crowe, poszukiwaczka obcych cywilizacji. Towarzyszy im plejada barwnych postaci, którzy w tej całej historii mają jakąś rolę. Autor poświęca im wiele czasu, budując ich życiorysy i opowiadając o ich historiach, co niewątpliwie powoduje, że są oni bardziej wiarygodni. Jedyną niewiarygodną postacią jest pewna kobieta, która w tej historii gra rolę takiego typowego "złola" z filmów sensacyjnych :).
W podziękowaniach autor pisze, że książka jest przesycona nauką i wiedzą, z czym się zgadzam - jest w niej tyle naukowych faktów, opinii, zagadnień z różnych dziedzin, że jej czytanie wymaga dużego skupienia, zwłaszcza dla osoby będącej laikiem w dziedzinie biologii, chemii, fizyki etc. Widać, że autor postarał się o bardzo dokładny research w poruszanych przez niego tematach dotyczących życia w morzach i oceanach, szczególnie w ich głębinach, ale też na temat prądów morskich, życia i fizjologii zwierząt morskich etc. Autor zwraca też dużą uwagę na zatrucie środowiska wodnego, a także opisuje bardzo szczegółowo pracę na platformach wydobywania ropy naftowej z dna morskiego. Czasami jednak czułam się wręcz przytłoczona tymi szczegółami, chwilami miałam wrażenie, że są niepotrzebne, a momentami nawet niezrozumiałe dla mnie, jako osoby o małej wiedzy w tym względzie. Powodowało to, że niektóre wątki i zagadnienia czytało mi się to bardzo ciężko.
"Morze buntuje się przeciwko ludziom. Jak to nieładnie ze strony tego nędznego bajora. My przecież tylko zatapiamy w nim trochę śmieci i tępimy ryby oraz wieloryby."
W podziękowaniach autor pisze, że książka jest przesycona nauką i wiedzą, z czym się zgadzam - jest w niej tyle naukowych faktów, opinii, zagadnień z różnych dziedzin, że jej czytanie wymaga dużego skupienia, zwłaszcza dla osoby będącej laikiem w dziedzinie biologii, chemii, fizyki etc. Widać, że autor postarał się o bardzo dokładny research w poruszanych przez niego tematach dotyczących życia w morzach i oceanach, szczególnie w ich głębinach, ale też na temat prądów morskich, życia i fizjologii zwierząt morskich etc. Autor zwraca też dużą uwagę na zatrucie środowiska wodnego, a także opisuje bardzo szczegółowo pracę na platformach wydobywania ropy naftowej z dna morskiego. Czasami jednak czułam się wręcz przytłoczona tymi szczegółami, chwilami miałam wrażenie, że są niepotrzebne, a momentami nawet niezrozumiałe dla mnie, jako osoby o małej wiedzy w tym względzie. Powodowało to, że niektóre wątki i zagadnienia czytało mi się to bardzo ciężko.

"Odwet oceanu" ma również bardzo ekologiczny charakter, autor pokazuje w niej co złego ludzkość zrobiła środowisku naturalnemu, jak nasza chciwość zniszczyła różne zasoby naturalne, jak sami zatruwamy oceany i do czego prowadzą i mogą doprowadzić nasze działania. To przesłanie jest ważne i bardzo zapadające w pamięci czytelnika, podobnie jak niektóre naukowe ciekawostki, o których zapewne zwykły "zjadacz chleba" nie słyszał, nie tylko te o oceanach, ale także np. o historii ludów Innuit (pierwszy raz o nich słyszę!). Nie podobało mi się natomiast zakończenie tej historii, było jakieś nijakie. Również wizja odpowiedzialnych za te katastrofy była nieco nudna, nietypowa, ale nie powalająca. Ponadto, zamiast skupić się na dobrej poincie tej całej historii, na mocnym zakończeniu, autor zajął się krytyką chrześcijaństwa i to dość zjadliwą, a także moim zdaniem, nieco "od czapy". Zepsuło mi to odbiór tej książki.
Mimo wielu zalet i wszystkich pozytywów tej powieści, nie polubiłam się z nią i na pewno do niej nie wrócę. W większości mi się ją całkiem przyjemnie czytało, ale były też takie momenty, w których miałam ochotę ją porzucić, bo nudziłam się, albo nie rozumiałam o co chodzi tym naukowcom. Ponadto, wspomniane wyżej zakończenie oraz poucinanie wątków, które mnie zainteresowały, zepsuło mi przyjemność z jej czytania. Polecam ją miłośnikom książek katastroficznych i fantastyczno-naukowych, gdzie duży nacisk jest położony właśnie na wiedzę naukową oraz miłośnikom mórz i oceanów, którzy przy czytaniu poczują się jak ryba w wodzie :). Pozostali mogą, ale niekoniecznie muszą ją poznać. Ja nie żałuję, że przeczytałam tę książkę, na pewno mnie zaskoczyła i wywołała emocje, a nawet pobudziła do refleksji nad tym jak bardzo niszczymy naszą planetę... Sami zdecydujcie więc, czy warto :).
****
Po "Odwecie oceanu" sięgnęłam po "Córkę zegarmistrza" Kate Morton, którą otrzymałam do recenzji w ramach współpracy z portalem książkowym bookhunter.pl (który to portal serdecznie polecam, od niedawna jestem jego użytkownikiem i podobają mi się niektóre jego funkcje nieobecne na innych tego typu stronach). Moja opinia o tej książce pojawi się zapewne w przyszłym tygodniu :).
Mój narzeczony właśnie czyta tę książkę. 😊
OdpowiedzUsuńCiekawe czy zajmie mu to mniej czasu niż mi :)
UsuńNie sądzę, bo on czyta dość wolno, a do tego, ma na to bardzo mało czasu. 😊
UsuńWiesz, mi to zajęło kilka miesięcy ;)
UsuńBrzmi jak scenariusz pod film lub serial.
OdpowiedzUsuńDokładnie o tym samym pomyślałam :) Kto wie? Może to byłby lepszy film niżeli ksiązka? ;)
UsuńBo ta książka jest taka trochę jak film katastroficzny, gdzie się dzieją straszne rzeczy, a naukowcy główkują nad tym jak zapobiec dalszym katastrofom :). Z tym, że przez tę swoją obszerność, jest to historia mocno rozbudowana o refleksje "ekologiczne" i nie tylko.
UsuńW filmie to wszystko by było mocno skrócone i okrojone, nie byłoby rozwinięcia historii niektórych bohaterów (jak np. wątku Leona Anawaka o poszukiwaniu tożsamości, która mi się bardzo podobała), byłby nacisk na akcję. Więc chyba dobrze, że ta książka wygląda jak wygląda, chociaż niektóre momenty "naukowe" można by skrócić :)
UsuńRefleksje o ktorych mówisz rezyser pewnie by jakoś skrócił niemniej w książce z jednej strony ich przesyt może nużyć (co zauważyłaś) ale z drugiej znajdą się i tacy, ktrym to nie przeszkadza. Pomysł w tym był i może te refleksje mają trafić do serc czytelników
UsuńDokładnie tak! Co czytelnik to inne podejście, i to co mnie nużyło, może innych zachwycać :).
UsuńA wiesz.... to jeszcze zależy od czasu w ktorym czytamy książkę.. np. kiedyś opisy w "Pustyni i w puszczy" przeszkadzały mi a jako dorosła osoba potrafiłam je docenić ;)
UsuńDopiero teraz jak napisałam zauważyłam Twój drugi komentarz... jak tam piszemy o filmie to być może z tej książki zrobili by taki trwajacy 2h i być może dodatkowo (poza tym o czym wspomniałaś) reżyser trochę by podkoloryzował aby była akcja o której piszesz ;)
UsuńAkurat w "Pustyni i w puszczy" to znienawidzona przeze mnie książka z dzieciństwa i nie zamierzam do niej wracać :). Ale rozumiem co masz na myśli z tymi opisami.
UsuńTam nie trzeba koloryzować, żeby akcja była :). Tylko do filmu to by trzeba mocno poucinać niektóre wątki :)
A ja wróciłam i nie żałuję - doceniłam, ale nikogo zachęcać nie będę :)Podoba mi się to jak jesteśmy różni i możemy wymieniać się spostrzeżeniami co zanika (znalazłam fajny wpis na blogu odnosnie pisania i komentowania a dokładnie dyskusji) :)
UsuńA czy takie mocne ucinanie nie sprawi, że film straciłby swój wydźwięk i nie ukazał książki w pełni? :)
Tak, to jest fajne, że każdy jest inny i możemy sobie podyskutować o swoich wyborach czytelniczych :).
UsuńTrudno mi powiedzieć, czy ta książka by coś straciła, gdyby ją nieco poucinać :). Możliwe, ale może zyskałaby na takim skróceniu niektórych wątków... Na szczęście, nie produkuję filmu na jej podstawie i nie muszę się tym martwić ;)
Szkoda, że te dyskusje powoli zanikają ale nasza w tym rola aby stało się inaczej i ożywić blogosfere ;)
UsuńTeraz tylko czekać na to aż jakiś rezyser podejmie się tego zadania i oczekiwać rezultatu :)
To prawda, dyskusje zanikają ostatnio...
UsuńTo by mogło być ciekawe, gdyby ktoś faktycznie nakręcił film na tej podstawie :)
Szkoda :( Teraz modne są zdjęcia...
UsuńW takim razie czekamy :D
Dobrze, że chociaż były jakieś momenty w których dobrze czytało Ci się tę książkę.
OdpowiedzUsuńNie no, większość książki mi się dobrze czytało. W sumie najgorsze było dla mnie kilkanaście ostatnich stron i kilka fragmentów gdzieś tam w środku.
UsuńNiby czasami warto dać książce szansę, jak widać może się później rozkręcić, jednak szkoda, że tym razem nie spodobała Ci się.
OdpowiedzUsuńKsiążki jak narkotyk
Chyba po prostu nie są to moje klimaty czytelnicze. Bo ta książka faktycznie imponuje wiedzą i rozmachem, jest napisana dobrym językiem i dość oryginalna, ale właśnie nie mogłam się w niej odnaleźć.
UsuńAle cegła 😍 Coś oryginalnego, chętnie bym przeczytała :)
OdpowiedzUsuńSpróbuj, wiele osób jest nią zachwyconych, a i ja nie wspominam jej jako złej lektury :)
UsuńMam na nia oko. Tylko nie wiem czy znajde czas
OdpowiedzUsuńJak znajdziesz to spróbuj, bo to książka warta przeczytania, choć obszerna ;)
UsuńTeż zostałaś recenzentką bookhuntera w tym miesiącu? ♥ Z wielkim zainteresowaniem przeczytałam Twoją recenzję i myślę, że mimo wszystko, kiedyś dam szansę tej książce. Pamiętam, że podobnie mówiono o "Blackout" Elsberga - że dosyć długie, sporo opisów, dużo naukowych faktów... A tymczasem była to książka, do której myślami po dziś powracam. Nie wiem czy "Odwet oceanu" będzie równie dobry, być może nie, ale jednak mam chęć kiedyś to sprawdzić. ;)
OdpowiedzUsuńPS Wyczekuję recenzji "Córki zegarmistrza"! ;)
UsuńPowiem tak: "Odwet oceanu" jest warty przeczytania, mimo tej obszerności i sporej ilości naukowych faktów :). Tak jak wspomniałam, nie będzie to moja ulubiona książka, bo ogólnie mnie nie kręcą takie klimaty, ale nie powiem, że to zła książka, wiem, że ma ona sporo fanów. Spróbuj więc, bo być może Ty też do nich dołączysz :).
UsuńP.S. Tak, dołączyłam do recenzentów Bookhuntera. Jutro dodam recenzję "Córki zegamistrza" :)
Coś innego dla mnie :D Więc jak tylko trafi mi się w ręce to przeczytam :D
OdpowiedzUsuńhttp://whothatgirl.blogspot.com
W takim razie poczekam na Twoją opinię :)
UsuńSzkoda że mam mało czasu, a lektura dość obszerna :)
OdpowiedzUsuńNo tak, na nią trzeba trochę czasu :)
UsuńMuszę Ci kochana powiedzieć, że jakoś nie ciągnie mnie do tej pozycji. I nie chodzi o jej objętość co może o tematykę. Wiesz ekologia, naukowość.. chyba sobie ją odpuszczę. Aczkolwiek wydana jest przepięknie :)
OdpowiedzUsuńWłaśnie to też niekoniecznie moje klimaty, ale nie powiem, żeby to była zła książka :). Fakt, bardzo ładnie jest wydana - okładka jest prosta, a efektowna.
UsuńCzytałam wiele różnych opinii o tej książce, ale na pewno chętnie sama się przekonam :)
OdpowiedzUsuńSpróbuj :)
UsuńZ reguły raczej nie sięgam po takie książki, a jak już przeczytałam, że książka potrafi być nudna i te całe myślenie naukowców nie jest zrozumiałe, tym bardziej odpuszczę sobie ten tytuł. Także ja dziękuję za ostrzeżenie.
OdpowiedzUsuńRozumiem Cię, gdybym nie otrzymała tej książki w prezencie to też bym po nią nie sięgnęła. Ale nie żałuję, że ją przeczytałam, bo to dobra powieść, warta poznania, chociaż niekoniecznie dla każdego :)
UsuńChyba raczej nie skuszę się na tę powieść, bo to n ie moje klimaty.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :)
Rozumiem ;)
UsuńDla mnie brzmi to wszystko ciekawie. Obawiam się trochę tych opisów naukowych, bo mnie też mogłyby trochę przytłaczać, ale chcę jednak dać tej książce szansę. :)
OdpowiedzUsuńSpróbuj, bo może Cię nie przytłoczą te opisy naukowe ;). To książka warta uwagi.
Usuń