240. Podsumowanie, bilans, sprawozdanie? Czyli kilka słów o roku 2022

Już wielokrotnie tu wspominałam, że bardzo lubię robić różne podsumowania. W tym roku jednak bardzo się w tej kwestii opuściłam, bo pojawiło się tylko jedno podsumowanie moich lektur - w maju opublikowałam wpis z krótkim sprawozdaniem z książek przeczytanych w pierwszym kwartale 2022 roku. Nie miałam czasu i energii na tego typu wpisy i ogólnie blogowanie, więc pomyślałam, że nadrobię to chociaż takim krótkim bilansem mijającego roku. Oto i on:

Instagramowe #topnine2022


Książki

Zacznijmy od kilku słów o moich tegorocznych lekturach - w końcu to blog o książkach ;). 

W tym roku, jak już zapowiadałam w zeszłorocznym podsumowaniu, postanowiłam nie nakładać na siebie presji związanej z biciem rekordu przeczytanych książek. I widać różnicę, bo udało mi się przeczytać 63 publikacje, a więc o 36 mniej niż rok wcześniej. Nie mam jednak z tym problemu, bo to i tak więcej niż jedna książka na tydzień, a więc jest naprawdę dobrze ;).

Liczbowo to wygląda tak:

63 przeczytane książki

w tym:

46 książek recenzenckich

5 audiobooków 

4 ebooki 

pozostałe to moje "własne" książki


23256 stron (tym razem nie liczyłam "na piechotę", tylko zauważyłam, że w statystykach na Nakanapie.pl jest ta informacja XD)

10 książek przeczytałam w najbardziej zaczytanym miesiącu - listopadzie

2 książki przeczytałam w najsłabszym czytelniczo miesiącu - lutym



Z kolei moje oceny książkowe prezentują się następująco:

2 - 1 książka

5 - 12 książek

6 - 22 książek

7 - 24 książki

8 - 3 książki

bez oceny - 1 książka

Jak widać, moje tegoroczne lektury to głównie książki dobre, bardzo dobre i rewelacyjne. Tylko jedna mnie kompletnie rozczarowała i jednej nie potrafiłam ocenić.

Najgorszą książką, jaką przeczytałam (a raczej przesłuchałam) była powieść pt. "The Spanish Love Deception" Eleny Armas. Skorzystałam, że była ona dostępna w ramach akcji Czytaj PL i wysłuchałam ją w wersji audio. Spodziewałam się lekkiej i sympatycznej lektury, a dostałam przeciągniętą, irytującą, przewidywalną opowieść z halequinowymi klimatami. Główna bohaterka, Lina, jest idiotką, jest tak głupia i bezmyślna, że trudno było mi spokojnie słuchać jej durnych rozmyślań i głupawych tekstów. Niby pracuje w jakiejś prestiżowej firmie, na dość wysokim stanowisku, a zachowuje się jak mało rozgarnięta 12-latka. Z kolei Aaron to postać tak idealna, że stanowi wręcz archetyp romansowego bohatera - niewiarygodnie przystojny, świetnie zbudowany, bogaty, inteligentny, na stanowisku, doświadczony życiowo... Romans między głównymi bohaterami jest bardzo naciągany, nudny i rozwleczony przez 3/4 książki, żeby pod sam koniec nabrać zbytniego rozpędu. Całości nie ratuje ani humor, ani styl, w jakim została opisana ta historia, a niepotrzebne hiszpańskie wstawki tylko denerwują, zamiast ubarwiać opowieść. Naprawdę, dawno nie czytałam tak irytującej książki...

Żeby jednak nie pozostawić niesmaku, opowiem też o trzech najlepszych tegorocznych lekturach (kolejność przypadkowa):

"Lekcje chemii" Bonnie Garmus - świetny debiut, który zauroczył mnie mega inteligentną główną bohaterką, zaciekawił interesującym czasem akcji, ale też zasmucił (a momentami porządnie wkurzył) perypetiami bohaterów. Poświęciłam tej książce osobny post, tych, którzy nie widzieli zapraszam TU.

"Sprawy, na które przyszedł czas" Petra Soukupová - ta książka z kolei kupiła mnie stylem - pozbawionym ozdobników, nieco wręcz niechlujnym, ponurym i chłodnym oraz przedstawieniem rozkładu związku w sposób nieco beznamiętny, ale zarazem bardzo życiowy. Napisałam jej recenzję dla Bookhunter.pl i tam zapraszam wszystkich zainteresowanych dowiedzeniem się czegoś więcej - TU.

"Siła kobiet" Barbara Wysoczańska - moim zdaniem to najlepsza powieść autorki - była właśnie bardzo kobieca, pełna emocji, wciągająca, z ciekawym tłem i interesującymi bohaterkami. Pisałam o niej tu na blogu, może część z Was pamięta, a jeśli nie, to zapraszam TU,


Blog

W 2022 roku minęło 4 lata istnienia tego bloga. Jestem pod wrażeniem, że udało mi się tyle wytrwać w blogosferze, bo ogólnie jestem osobą ze słomianym zapałem. Jedyne co się zmieniło od początku istnienia bloga to to, że trochę bardziej na luzie podchodzę teraz do tego tematu - nie zmuszam się do pisania, nie wrzucam tzw. "zapchajdziur". Widać to po liczbie postów - w tym roku opublikowałam 33 wpisy (ten jest 34.), co w porównaniu z poprzednimi latami jest naprawdę dość wynikiem (w zeszłym roku było 46 postów, dwa lata temu 54, a trzy lata temu 78, jedynie w pierwszym roku istnienia bloga napisałam mniej, ale to dlatego, że zaczęłam od czerwca). Zapowiadałam jednak na początku 2022 roku, w pierwszym tegorocznym wpisie, że nie będę robiła nic na siłę w tej kwestii i tak też się stało. Nie mam już w sobie takiej presji na blogowanie czy działalność na Instagramie, wrzuciłam na luz i dobrze mi z tym. W końcu to nie moja praca, a hobby i powinnam z tego czerpać przyjemność ;).

Poza tym pojawiło się tu 776 komentarzy, a więc prawie połowę tego co w zeszłym roku. Mam również mniej wyświetleń, bo zaledwie 4,88 tys. Nie jesteście tak aktywni jak wcześniej, ale ja to rozumiem, bo sama rzadziej odwiedzam Wasze blogi. Staram się jednak chociaż raz w tygodniu do Was zaglądać i w miarę możliwości komentować i widzę, że spora część z Was też tak robi, za co serdecznie dziękuję :). W kwestii obserwatorów - w porównaniu z ubiegłym rokiem mam o 2 osoby obserwujące więcej, czy to dużo czy mało, to już nie mnie oceniać. Cieszy mnie jednak każda osoba, którą zainteresuje w jakiś sposób mój blog :).


Instagram

Również na Instagramie byłam mniej aktywna, ale mimo wszystko coś tam dodawałam i prawie 70 nowych osób zaczęło mnie obserwować :). Rok kończę z 827 obserwatorami, co mnie również bardzo cieszy, bo mam nadzieję zebrać tysiąc osób, a więc już niedużo brakuje. Wiem, że te liczby nic nie znaczą, ale jednak odkąd założyłam swój profil miałam takie marzenie, żeby mieć 1 tys. obserwujących, mam nadzieję, że uda mi się w ciągu roku czy dwóch osiągnąć ten mój mały cel. 



Życie pozaksiażkowe

Miałam mniej czasu na czytanie, bo w czerwcu w Polsce pojawił się serwis Disney + przez który wsiąkłam w świat książkowo-serialowy, wrzucając na chwilę książki na drugi plan. Swoją przygodę z tą platformą od "Hamiltona", następnie obejrzałam produkcje spod znaku Marvela i Star Wars, a potem kilka innych seriali i filmów. Teraz mój zapał się nieco ochłodził, ale dalej z przyjemnością tam zaglądam. Poza "Hamiltonem", do którego ścieżkę dźwiękową znam na pamięć, najbardziej zachwycił mnie serial "Mandalorian" - najlepsza z produkcji Star Wars. Inne produkcje, które obejrzałam, były w porządku, ale nie jakieś wspaniałe.  

W przeciwieństwie do ostatnich dwóch lat, miałam też w tym roku okazję się nieco ukulturalnić poza domem. Udało mi się raz pójść do teatru, raz obejrzeć sztukę plenerową i raz odwiedzić Centrum Nauki Kopernik. W teatrze oglądałam musical "Bitwa o tron", czyli coś w rodzaju talent show z królami elekcyjnymi jako uczestnikami. Pomysł na tę sztukę był świetny, część piosenek bardzo mi się podobała, ale jednak nie do końca mnie przekonała mnie realizacja - coś było nie tak z nagłośnieniem, chwilami nie słyszałam co śpiewają, nie podobała mi się też wstawka z "królowymi" i polityczne żarty, było też nieco przydługo. 

Z kolei sztuka plenerowa, którą miałam okazję zobaczyć, to był "Sen nocy letniej", wystawiany w parku w Wilanowie. Bardzo podobała mi się cała inscenizacja, to było moje pierwsze spotkanie z szekspirowskim przedstawieniem, więc jestem bardzo na tak. Nie podobało mi się to, że wiele osób przyszło z dziećmi, które ewidentnie się nudziły i biegały siedzącymi na trawie i przeszkadzały w oglądaniu. Sama sztuka była raczej dla dorosłych, a i wystawiana była wieczorem, więc wydaje mi się, że to słabe miejsce dla małych dzieciaków.

W tym roku miałam też dość długi urlop (prawie 4 tygodnie) i udało mi się dwa razy wyjechać: w lipcu w góry (mega intensywny wyjazd - przez 4 dni zrobiłam łącznie 120 tys. kroków!) i spontanicznie 1 września nad morze (była piękna pogoda i prawie puste plaże). Pozostałe dni spędziłam na działce, gdzie oddawałam się słodkiemu lenistwu, choć niekoniecznie książkowemu. Miałam możliwość wypocząć i zmienić otoczenie, co było bardzo przyjemne. Mogłabym tak jeszcze opowiadać i opowiadać, ale nie chcę Was zanudzić, więc powoli kończę moje wywody ;).



Co w przyszłym roku?

Nie mam żadnych celów i planów na 2023 rok. Będę sobie żyła i blogowała na luzie. Bo z bloga, ani z Instragrama nie zamierzam zrezygnować. Trzymajcie kciuki, żeby mi się udało tu dalej działać i może się choć trochę rozwinąć w tej kwestii ;).


Pozostaje mi życzyć Wam wszystkiego co najlepsze w tym nadchodzącym roku, żeby był on lepszy niż ten mijający, żeby przyniósł same dobre lektury, miłe wydarzenia i wartościowych ludzi na Waszej drodze! Szczęśliwego Nowego Roku!

Komentarze

  1. Piękne podsumowanie Kochana. Gratuluję i życzę wspaniałego nowego 2003 roku. Niech będzie zdrowy, szczęśliwy i spokojny. Niech daje Ci radość, satysfakcję i zadowolenie.

    OdpowiedzUsuń
  2. I dobrze, że nie robisz niczego na siłę, bo to nie ma sensu. Zaczytanego roku!

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajne podsumowanie. Grunt, to wrzucić na luz, nie samymi książkami człowiek żyje. Zazdroszczę wyjazdów, w 2022 przez sytuację zdrowotną i rodzinną nie byłam nigdzie. Może w 2023 będzie lepiej.
    Życzę wszystkiego, co najlepsze na 2023 :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie życzę Ci, żebyś w tym roku mogła gdzieś wyjechać :)

      Usuń
  4. 63 książki to super wynik. Oby 2023 byl jeszcze lepszy <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Czymię mocno kciuki, żebyś dobiła do tego tysiaka! No i żeby dalej Ci się blogowało/instagramowało etc. na pełnym luzie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetne podsumowanie. Super, że dopisała pogoda podczas twojego urlopu. Fajnie jest wrzucic na luz. Powodzenia.
    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;). I zgadzam się, że fajnie jest wrzucić na luz ;)

      Usuń
  7. Liczby nic nie znaczą, a jednak jakoś tak miło. ;) Wiem o czym mówisz. Więc życzę Ci na ten nowy rok radości z lektury, słodkich lenistw na działce, ciekawych wypadów kulturalnych, ale przede wszystkim przyjemności z życia, tak po prostu. No i tego tysiąca na insta, bo i czemu nie sprawiać sobie przyjemności. Zaraz przybędzie Ci jednego obserwatora, bo kilka miesięcy temu założyliśmy z partnerem konto, ale takie tylko obserwujące. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, jakoś tak miło jest, jak widzę, że do kogoś te moje wypociny docierają ;). Dziękuję Ci bardzo za miłe słowa i za zaobserwowanie mojego insta ;)

      Usuń
  8. Świetne podsumowanie - miałaś naprawdę zaczytany rok i mam nadzieję, że ten też dla Ciebie taki będzie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratuluję przeczytanych pozycji i życzę dalszych sukcesów ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię takie podsumowania :D Też muszę u siebie zrobić, ale potrzebuję do tego trochę więcej czasu :D Wszystkiego dobrego w 2023 roku <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Z wielką ciekawością przeczytałam Twój wpis.
    Książki kocham i nie wyobrażam sobie bez nich życia, ale nigdy nie zdeterminowała tego konieczność przeczytania określonej liczby książek w ciągu roku. Poza tym wychodzę z założenia, że liczy się jakość a nie ilość :)
    Też już tak nie spinam się z blogowaniem jak na początku i połączyłam w końcu moje dwa blogi w jeden :)
    Ależ zazdroszczę Tobie tego prawie 4-tygodniowego urlopu! Marzy mi się taki :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetne podsumowanie. Też w poprzednim roku trafiałam na dobre książki. Mam nadzieję, że w tym roku będzie podobnie i Tobie również tego życzę! ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja dla odmiany nie przepadam za robieniem podsumowań, ale z wielką chęcią czytam je u innych. Sześćdziesiąt trzy książki to moim zdaniem bardzo dużo, sama też nie przeczytałam więcej. :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Też w tym roku jakoś na blogu było mnie mniej, bo i pisanie magisterki, i obrona, i różne ważne życiowe decyzje. Ale tak jak Ty wrzuciłam na luz i całkiem dobrze mi z tym :)
    PS Też obejrzałam "Mandalorianina" i też mi się bardzo podobał!

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie żebym ba złośliwa- uchowaj Boże! Ale fajnie się czyta, że w czwartym roku blogowania dałaś na luz, bo pamiętam moje pierwsze lata gdy był w nich ogień 😀😎
    Odpuściłam ze względu na studia, potem miałam kryzys, ale chyba w moim kryzysie najmniej postów to było jakoś 33 ? 😀
    A teraz leci 11 rok i powiem Ci szczerze mam znowu zapał.
    Mnie to instagram zniechęca z tymi durnymi algorytmami, których nie zamierzam ścigać u robić wedle wymagań. Kto ma do mnie trafić, ten trafi ;).
    I wiadomo, to miejsce w internecie ma nam sprawiać radość, a nie narzucać presję. Tu masz rację

    Serdeczności!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz i każdy głos w dyskusji.