86. "Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere" Fiona Carnarvon
Uwielbiam klimat angielskiej arystokracji dawnych lat, bardzo lubię czytać o zamkach, o wielkich posiadłościach ziemskich, o życiu szlachty i jej służby etc., dlatego też, kiedy po raz pierwszy usłyszałam o tej książce, byłam bardzo jej ciekawa. I mimo iż nie oglądałam jeszcze ani serialu, ani filmu "Downton Abbey" i nie byłam mocna w tej tematyce, miałam nadzieję, że będzie to dobra lektura. Czy tak się stało? Zapraszam na moją opinię.
tytuł: "Lady Almina i prawdziwe Downton Abbey. Utracone dziedzictwo zamku Highclere"
tytuł oryginału: "Lady Almina and the Real Downton Abbey: The Lost Legacy of Highclere Castle"
autor: Fiona Carnarvon
tłumaczenie: Jerzy Łoziński
data wydania: 29. września 2011 r.
data polskiego wydania: 17. września 2019 r.
wydawca: Zysk i S-ka
liczba stron: 350 stron
kategoria: biografia(?)
uwagi: nie tylko dla fanów serialu i filmu
"Osobliwy czar takich miejsc jak Highclere polega na tym, że nawet najgwałtowniejsze zmiany szalejące dokoła wydaja się ich nie dotykać"
Już we wstępie tej publikacji, autorka zaznacza, że nie jest to książka stricte historyczna, ani biografia. Ja bym ją nazwała raczej taką luźną opowieścią historyczno-biograficzną, w której obecna hrabina Carnarvon snuje dzieje zamku Highclere oraz jednej z jego bardziej znanych mieszkanek, piątej hrabiny Carnarvon. Almina, małżonka hrabiego, była postacią bardzo nietuzinkową jak na tamte czasy, a dzięki niej i jej mężowi posiadłość przeżyła swój złoty wiek w późnej epoce wiktoriańskiej, ale też stała się miejscem ważnym w czasach późniejszych i podczas I wojny światowej.
"Dom taki jak Highclere - aby nie wspominać o innych posiadłościach - oznaczał odpowiedzialność, ale także przywileje"
W tej książce spotykamy, poza hrabiostwem Carnarvon, różnych arystokratów i znane postaci tamtych czasów, w tle pojawia się nawet królowa Victoria, a także jej następcy. Możemy poznać również kulisy funkcjonowania takiego złożonego organizmu, jakim jest wielka posiadłość ziemska i zamek Highclere, dziedzictwo rodziny Herbert. Autorka chętnie dzieli się również ciekawostkami z życia wyższych sfer, opowiada o konwenansach, a także o codzienności w takiej rozległej posiadłości. Dużo mówi również o ważnej roli licznej służby, dzięki której działała ta wielka machina.
To ciekawa opowieść o minionej świetności arystokracji, o czasach, które już nie wrócą, które przerwała tragedia I wojny światowej, co autorka bardzo dobrze pokazała na przykładzie lady Alminy i Highclere. Właśnie tym czasom wojennym i powojennym poświęciła wiele uwagi, a także temu, jak ten jakże trudny okres wpłynął na hrabiego i hrabinę Carnarvon, na ich rodzinę i na ich przepiękną posiadłość. Szczególnie dokładnie opisana jest działalność szpitalna Alminy, to z jakim oddaniem i entuzjazmem stworzyła szpital w Highclere, a potem w Londynie.
"Almina za nic nie chciała dopuścić, by taka bagatelka jak wojna nie pozwoliła jej uzyskać tego, czego chciała - i jak zwykle okazała się zwycięska"
Nie można zaprzeczyć, że jest to publikacja niekoniecznie obiektywna, będąca nawet laurką ku czci lady Alminy, jej działalności, a także posiadłości, w której i dla której wiele zrobiła. Przedstawiana jest tu jako energiczna, nieco uparta kobieta, która wie czego chce i czasem wręcz bezwzględnie dąży do celu. Trudno się jednak dziwić takiemu dobremu obrazowi głównej bohaterki, skoro autorka książki jest jedną z następczyń tej damy w roli hrabiny Carnarvon, pani Highclere. Trzeba jednak przyznać, że widać, że cała opowieść bazuje na prawdziwych źródłach i stara się nie dopowiadać tego, czego nie było, chociaż autorce zdarza się czasem snuć przypuszczenia odnośnie niektórych wydarzeń czy okoliczności życia lady Alminy.
Warto zwrócić uwagę na to, że w książce przytaczane są wspomnienia i wypowiedzi innych osób czy fragmenty listów, autorka korzystała również z materiałów źródłowych, z ówczesnej prasy, z zapisków zamkowych etc., dzięki czemu jej opowieść jest bardziej autentyczna i ma nawet taki lekko popularnonaukowy oddźwięk. Na końcu książki jest również bibliografia, czytelnik może więc sam dalej zagłębiać się w tematykę.
I chociaż niektóre zdania w książce są może nieco toporne, co może być kwestią polskiego tłumaczenia, a i pojawia się w nieco chaosu w narracji, to całość czyta się bardzo przyjemnie i z zainteresowaniem. W tej opowieści nie ma bowiem jakiegoś zadęcia, dłużyzn czy niepotrzebnego położenia akcentu na daty, a za to są doskonale ukazane zmiany społeczne na początku XX wieku i ogólnie problemy życia w tamtym okresie. Dlatego też, uważam, że jest to książka warta uwagi, nie tylko dla fanów serialu "Downton Abbey".
Muszę przyznać, że lektura tej książki zachęciła mnie do serialu i filmu "Downton Abbey", bo chętnie obejrzę tę wspaniałą posiadłość, o której czytałam, ale również zagłębię się w losy angielskiej arystokracji...
Za możliwość przeczytania i zrecenzowania tej książki dziękuję Wydawnictwu Zysk i S-ka oraz portalowi Bookhunter.pl, gdzie również znajduje się moja recenzja
******
Miałam rację w ostatnim wpisie, że jesień nie jest dla mnie czasem sprzyjającym czytaniu, ostatnio bowiem nie mam już chęci i sił na książkę... Dlatego przeczytanie "Lady Alminy..." zajęło mi prawie tydzień, mimo iż jest to interesująca publikacja.
Myślę więc, że w najbliższym czasie recenzje i wpisy będą pojawiać nieco rzadziej, ale przygotowałam też nowy cykl, który mam nadzieję, że Was zainteresuje ;)
Jeśli pomimo wkradającego się chaosu książkę czytało Ci się dobrze i przyjemnie to świadczy o tym, że warto przeczytać :) Jak wiesz lubie ten klimat a i samą książkę opisałaś ciekawie. Wydaje się idealna na jesienne wieczory :)
OdpowiedzUsuńOdnośnie sił na czytanie - każdy czasem potrzebuje przerwy aby wrócić z zapałem :)
Może Ci się spodobać ;). I faktycznie, to dobra pozycja na spokojne wieczory, może niekoniecznie jesienne ;)
UsuńU mnie na to ma wpływ fakt, że jest ciemno, zimno i ponuro, a i jestem jakaś taka osłabiona... Nie sądzę, żebym w październiku biła rekordy czytelnicze ;)
I gdzie mój komentarz? Nie opublikowąło? Sama widziałam, że on tutaj był... dziwne....
UsuńOdnośnie książki wieczory mogą być i zimowe... a zerknę do nie jjeśli na nią trafię - nie zaszkodzi :)
Co do pogody to może jeszcze pokaże się słońce a rekordów bić nie trzeba - najważniejsze aby było przyjemnie ;)
Ja nie wiem o co chodzi, że już kolejny komentarz Ci się nie opublikował. Może to problem z netem?
UsuńWieczory zimowe, podobnie jak jesienne, nie są u mnie zbyt zaczytane, dlatego piszę ogólnie o wieczorach ;).
Ja lubię bić rekordów, ale nie mam na to presji, więc dla mnie to przyjemne...
Nie wiem :(
UsuńWieczorami odpoczywasz? :D
Lubisz bić rekordy? Można bić włanse ;D
Po prostu jestem zmęczona i idę wcześnie spać.
UsuńLubię bić własne rekordy, cudze mnie nie interesują ;)
Rozumiem... sen to zdrowie :)
UsuńTo co robimy robimy dla siebie a nie dla kogoś... a bicie własnych rekordów doskonali nas ;)
Myślę że w wolnej chwili przyjrzę się bliżej tej książce. 😊
OdpowiedzUsuńPolecam ;)
UsuńPrzyznam, że nie słyszałam wcześniej o tym tytule. W najbliższym czasie raczej nie dam rady przeczytać tej książki, ale w przyszłości, kto wie.
OdpowiedzUsuńJak znajdziesz chwilę na tę książkę, to polecam ;)
UsuńFaktycznie czasami toporne zdania są wynikiem tłumaczenia. Dobrze, że zwróciłaś na to uwagę. Czasami mam wrażenie, że krzywdzimy zagranicznych autorów oskarżając ich o jakiś nietrafiony język czy styl, zapominając o tym, jak wiele udziału w budowaniu zdań ma osoba przekładająca tekst na nasz rodzimy język.
OdpowiedzUsuńDokładnie! A i tłumacz może ze słabszej książki stworzyć coś bardzo fajnego. Jak pan Polkowski (już niestety ś.p.), którego tłumaczenie serii o Harrym Potterze jest świetne. Tłumacze mają moc ;)
UsuńPowoli przełamuje się do ,,Balgravia''. Może kiedyś sięgnę i po ten tytuł. Również nie oglądałam na razie filmu.
OdpowiedzUsuńKsiążki jak narkotyk
Ja książkę "Belgravia" mam w planach :)
UsuńSerial wciąż przede mną, ale mam go w planach. Jeśli okaże się, że to moje klimaty, to sięgnę i po książkę :)
OdpowiedzUsuńI doskonale wiem o czym mówisz z tą jesienią. Ja od prawie trzech tygodni mam paskudny zastój czytelniczy. Przez te trzy tygodnie przeczytałam 2 i pół książki, a normalnie przeczytałabym ich 10. Ale poza tym, że robią mi się zaległości w egzemplarzach recenzenckich, to nie narzekam - nadrabiam wrzucanie zaległych recenzji. Miesiąc temu miałam ich 17, teraz już tylko 10 :D
Książkę z serialem łączy tylko miejsce "akcji", więc możesz ją przeczytać bez oglądania serialu ;).
UsuńCieszę się, że ktoś mnie rozumie, bo jak wszędzie czytam, że jesień to pora dla książkoholików, to się zastanawiam czy ze mną jest coś nie tak, skoro mnie nastraja przeciwnie...
"Uwielbiam klimat angielskiej arystokracji dawnych lat" - ja też! 😀 Aczkolwiek jakoś mi uciekają takie książki... 🙄 Będę musiała w końcu coś takiego wypożyczyć. Może dorwę w bibliotece coś w podobnym klimacie. Ostatnio się nawróciłam i wróciła ona do łask 😁
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie :)
Polecam Ci w takim razie "Lady Alminę...", która jest bardziej biograficzna, ale przyjemna w odbiorze. Wspomniana wyżej "Belgravia" to podobne klimaty ;). Jak znajdziesz coś ciekawego z tej tematyki to podziel się ze mną ;)
UsuńKlimat tamtych lat to ciekawy klimat i wciągający. pozdrawiam
OdpowiedzUsuńZgadzam się! Również pozdrawiam ;)
UsuńChyba w poprzednim wcieleniu byłam jakąś arystokratką, bo lubię taką tematykę książek
OdpowiedzUsuńCóż, ja nie miałam żadnych wcieleń, a też lubię ;)
UsuńBardzo lubię książki o takiej tematyce :)
OdpowiedzUsuńTo w takim razie polecam tę książkę ;)
UsuńO! Byłam bardzo ciekawa recenzji tej książki! :) Ciągnęło mnie żeby spróbować, ale uczciwie przyznam toporne zdania trochę mnie zniechęcają, bo i tak ostatnio jestem "nie do życia"... Ten rok jest przeładowany wydarzeniami... Czekam aż się w końcu skończy...
OdpowiedzUsuńPS Ale czekam też na nowy cykl postów! <3
Ta toporność w prowadzeniu tej historii nie jest bardzo denerwująca, czy przytłaczająca, ale rozumiem, że Cię to lekko zniechęca.
UsuńJa ostatnio też jestem jakaś nie do życia, więc łączę się z Tobą w bólu...
P.S. Bardzo się cieszę i mam nadzieję, że nie zawiodę ;)
Mam w planach serial "Downton Abbey", więc na ksiązkę też się chętnie skuszę. :)
OdpowiedzUsuńPolecam książkę ;). A serial też mam w planach
UsuńDużo siły do czytania życzę ♥
OdpowiedzUsuńDziękuję ;)
UsuńPo książki w takim klimacie chętnie sięgam, więc ta również dla mnie zapowiada się ciekawie :)
OdpowiedzUsuńJa niestety ostatnio także mniej czytam. Poduszka zbyt mocno mnie przyciąga, mimo kawy :)
Oj tak, poduszka przyciąga niczym magnes ;)
UsuńTeż lubię takie klimaty, ale brakuje mi czasu, żeby często po nie sięgać. Przegrywają z kryminałami.
OdpowiedzUsuńJa się staram równoważyć swoje lektury, stąd mam czas i na takie klimaty i na kryminały ;). Ale ogólnie przydałoby się kilka godzin więcej do każdej doby ;)
UsuńObawiałam się tej książki a jak widzę, zupełnie niepotrzebnie :)
OdpowiedzUsuńNie jest to powieść, czy w ogóle książka pełna akcji, ale jest ciekawą biografią interesującej osoby i opowieścią o wspaniałej posiadłości ;)
UsuńTo zupełnie nie mój klimat
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
subjektiv-buch.blogspot.com
Rozumiem i nie będę zachęcać ;).
UsuńRównież pozdrawiam
O, to w takim razie z niecierpliwością czekam na nowy cykl :)
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę ;)
UsuńTaka tematyka nie bardzo leży mi w postaci książkowej, jako dokument telewizyjny tak, jako powieść - nie. Małe szanse, że się skusze.
OdpowiedzUsuńRozumiem i nie będę zachęcać ;)
UsuńKsiążka w sam raz dla mnie, lubię takie klimaty :)
UsuńW takim razie polecam ;)
UsuńMiałam możliwość przeczytania tej książki, ale nie znalazłabym dla niej czasu. :/ Kiedyś jednak chciałabym po nią sięgnąć, bo bardzo mnie intryguje. ;)
OdpowiedzUsuńBrak czasu to niestety zmora książkoholików ;)
Usuń