203. O królowej ludzkich serc, czyli "Księżna Diana" Iwona Kienzler

Są takie księżniczki, których życie zdecydowanie odbiega od bajkowego. Są takie postacie, które fascynują innych, nawet po wielu latach od śmierci. Są wreszcie takie osoby, które trudno jednoznacznie ocenić, ale w jakiś sposób zasłużyły się dla innych. I taką postacią może być księżna Diana. 

Pisano o niej wiele, mówiono jeszcze więcej. Powstają na jej temat filmy dokumentalne i fabularne, książki, artykuły prasowe. Chociaż nie żyje już od prawie 25 lat, to zarówno jej życie, jak i okoliczności tragicznej śmierci, wciąż są omawiane. Co ciekawe, do tej pory chyba żaden polski autor nie pokusił się na napisanie książki na temat księżnej Walii. Dopiero Iwona Kienzler postanowiła zapełnić tę pustkę i całkiem niedawno ukazała się jej praca pod tytułem "Księżna Diana".


Nie od początku się "polubiłam" z tą książką. Przy okazji lektury pierwszych rozdziałów miałam wrażenie, że czytam parafrazę "Diana. Jej historia" Andrew Mortona, biografii, którą czytałam całkiem niedawno (i napisałam recenzję - dla zainteresowanych TU). We fragmentach dotyczących dzieciństwa księżnej są bowiem przytaczane historyjki, które pojawiły się też w wyżej wspomnianej publikacji, a i pani Kienzler ma podobny styl wypowiedzi. W miarę czytania kolejnych rozdziałów było już jednak lepiej, bowiem było widać, że autorka korzystała też z innych źródeł i rozwinęła całą opowieść o księżnej Dianie. Książka kończy się bibliografią, w której jest wiele materiałów źródłowych, nie tylko wspomniana biografia, ale też inne książki i artykuły poświęcone "królowej ludzkich serc".

Ciekawy jest za to styl opisania historii księżnej - ironiczny (czasami przy tym mieco złośliwy), lekko gawędziarski, całkiem płynny. Mimo iż wyłapałam trochę literówek i błędów stylistycznych, to czytało mi się tę książkę dość dobrze. Na pewno jest to lektura lżejsza niż wspomniana wyżej biografia angielskiego autora, ale też bardziej przystępna dla polskiego czytelnika, wyjaśnia bowiem różne zawiłości arystokratycznego pochodzenia Diany, różnych dworskich zasad, oraz innych, naturalnych i oczywistych dla Anglików rzeczy, które dla nas mogą być nieco niezrozumiałe. 

Książka wzbogacona jest o fotografie, chociaż raczej nieliczne i należące do tych najbardziej znanych, oficjalnych, jak zdjęcie ślubne księcia i księżnej, czy pochodzące z ogłoszenia ich zaręczyn, czy kilka fotografii innych postaci ważnych dla Diany, czy w jakiś sposób z nią związanych. Stanowią one całkiem ciekawe urozmaicenie opowieści, szkoda tylko, że jest ich tak niewiele. 

Muszę przyznać, że trudno mi ocenić jednoznacznie tę pozycję. Na pewno nie jest to hagiograficzna opowieść o księżnej bez skazy, ale nie ma w niej też samej krytyki. Jest oparta na wielu źródłach, a na dodatek bardzo wyważona, zdecydowanie wyglądająca na obiektywną biografię. Pod tym względem mi się podoba, czytało mi się ją szybko, jednakże przyznam szczerze, że tak naprawdę nie dowiedziałam się z niej niczego nowego. Być może czytelnicy, którzy niewiele wiedzą o postaci księżnej Diany, czy o brytyjskiej rodzinie królewskiej, będą bardziej zadowoleni z tej dość przystępnej, całkiem dobrze napisanej pozycji. 

tytuł: "Księżna Diana"
autor: Iwona Kienzler
data wydania: 24 listopada 2021 r.
wydawca: Bellona
liczba stron: 392
kategoria: biografia


Książka z Klubu Recenzenta serwisu nakanapie.pl. 

Moją recenzję znajdziecie też w serwisie nakanapie.pl - TU.

Komentarze

  1. Dobrze, że oparta jest na wielu żródłach. Nie mówię nie tej publikacji.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze zobaczę, bo trochę dowiadywałam się "sama z siebie" o tej postaci i ta książka może już wyczerpała moją wiedzę i sięgnę po coś bardziej zaawansowanego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skoro coś tam wiesz o księżnej Dianie, to myślę, że z tej książki nie dowiesz się niczego nowego ;)

      Usuń
  3. Lubię czytać publikacje o członkach rodziny królewskiej, więc chętnie zajrzę do tego tytułu.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze, że styl jest ciekawy, bo chciałabym kiedyś przeczytać dwie inne książki tej autorki: o carycy Katarzynie i królu Stanisławie Auguście Poniatowskim oraz o królowej Marysieńce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie widziałam, że ta autorka ma na swoim koncie bardzo dużo książek historycznych. Ja może bym o carycy Katarzynie poczytała, chociaż obawiam się, czy nie będzie to publikacja za bardzo osadzona na domysłach. A co do stylu, to ja lubię takie lekko złośliwe, ironiczne podejście do niektórych tematów, ale nie zawsze to się sprawdza ;)

      Usuń
    2. Lekko złośliwe i ironiczne podejście może zapobiec odczuciu, że czyta się Wikipedię ;) Nie znam zbyt wielu biografii, ale zawsze sobie wyobrażałam, że taka stereotypowa opowieść o czyimś życiu jest po prostu rozwiniętą wersją strony na Wikipedii XD

      Usuń
    3. Ciekawe spostrzeżenie! Faktycznie, czytając niektóre biografie ma się wrażenie, że czyta się Wikipedię!
      A więc "Diana" zdecydowanie nie przypomina rozszerzenia strony na tejże encyklopedii ;)

      Usuń
  5. Może kiedyś przeczytam tę książkę :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Akurat Diana mnie średnio ciekawi z rodziny królewskiej :) Ale Kienzlerowa produkuje tych książek, co chwilę ma nowe ;O

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie zauważyłam, że mnóstwo książek historycznych wyszło spod pióra tej autorki! Wcześniej jej nie znałam, gdzieś tam tylko obiło mi się o uszy nazwisko.

      Usuń
    2. Co kupimy jedną do biblioteki, to ona wydaje kolejne dwie i ciągle jesteśmy do tyłu :O

      Usuń
    3. Czyli jest takim Mrozem książek historycznych ;)

      Usuń
  7. Raczej nie sięgam po biografie, choć kopytkami się nie zapieram. Złapałam się za to na myśli, że strasznie szkoda, że teraz tak oszczędzają na korekcie i redakcji w wydawnictwach. Wolę myśleć w ten sposób niż godzić się z teorią, że może po prostu korektorzy dziś nie przykładają się do pracy tak jak kiedyś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem ;).
      Co do korekty i redakcji, to niestety ostatnio chyba wszystkie wydawnictwa mają z tym problemy (a może większość). Chciałabym myśleć jak Ty, że to kwestia oszczędności, ale jak patrzę na stronę tytułową, na której często wymieniony jest przynajmniej jeden korektor i redaktor, to trochę tracę wiarę...

      Usuń

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz i każdy głos w dyskusji.