91. "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" Aleksandra Michta-Juntunen

Jestem istotą ciepłolubną - kocham ciepło i słońce. Jednak pod względem charakteru bliżej mi do mieszkańców państw północnych. Kiedy więc usłyszałam o książce na temat Finlandii, czyli kraju, o którym wiem niewiele, a którego mieszkańcy wydają mi się bratnimi duszami, wiedziałam, że chcę ją przeczytać. W założeniu miała mi ona przybliżyć kulturę, tradycje, społeczeństwo i ogólnie zachęcić do poznania tego cichego państwa. Czy jej się to udało? Niekoniecznie...

tytuł: "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki"
autor: Aleksandra Michta-Juntunen
data wydania: 16. października 2019 r.
wydawca: Wydawnictwo Poznańskie
liczba stron: 313
kategoria: 
uwagi: literatura podróżnicza (?)
*ładne wydanie


Na temat tej książki miałam przygotowany bardzo długi wpis, z opisaniem jej zawartości, z wymienieniem wad i zalet. Nie byłam może nią zachwycona, ale uznałam, że jest dobrym wprowadzeniem w tę tematykę. Jednakże w międzyczasie weszłam na bloga autorki ("Fińskie smaki") i co tam znalazłam? Rozdziały z książki... Po prostu okazało się, że książka ta stanowi kompilację  przepisanych słowo w słowo niektórych wpisów z bloga. I to mnie szalenie rozczarowało, poczułam się wręcz oszukana... Nie sądziłam bowiem, że ta publikacja będzie po prostu wydaniem książkowym części wpisów...

Chyba jedynymi rozdziałami, które są w całości nowe, są te wprowadzające, które zaczynają się od takich podstawowych informacji - pojawia się bowiem charakterystyka społeczeństwa, odrobina historii, a także wiedza o państwie i polityce w tym kraju. I to jest, moim zdaniem, najgorsza część tej publikacji, widać bowiem, że pani Michta-Juntunen chce powiedzieć czytelnikowi na ten temat jak najwięcej, ale zarazem nie chce poświęcić temu zbyt wiele czasu i miejsca, stąd ma się wrażenie, że rzuca ona datami, statystykami, jakimiś przypadkowymi ciekawostkami i wydarzeniami. Powoduje to, że ten początek jest chaotyczny, dość urywkowy, a zarazem człowiek nie dowiaduje się niczego nowego, bo to w sumie zbiór informacji z Internetu.

Jednak dalej pojawiają się już poszczególne wpisy z bloga: o sisu, saunie, języku fińskim, kuchni tego kraju etc. Przepisane są one dosłownie, bez większych zmian (poza korektą, oczywiście), w większości bez rozwinięcia czy jakichś dodatków, czasami kilka wpisów jest zlepionych w jeden rozdział.W niektórych nawet fotografie są te same, co na blogu...

Mam wrażenie, że autorka za bardzo się skupiła na niektórych zagadnieniach (spisując je z bloga), a za mało uwagi poświęciła ciekawszym tematom. Przykładem może być informacja o tym, że w szkołach podstawowych w Finlandii dzieci mają darmowe obiady i darmowe podręczniki, pojawiająca się kilkakrotnie w tekście, a z kolei ciekawszy temat, czyli to mityczne sisu jest potraktowany dość powierzchownie. Tak samo różne zwyczaje i tradycje są właściwie tylko wymienione, a jeśli już pojawia się jakieś zagłębienie w temat, to wychodzi to dość nieskładnie, tak że może i jest wiele słów na ten temat, ale niewiele w tym konkretów.

Wydaje mi się też, że autorka chciała zbyt wiele zawrzeć w tej książce, zbyt wiele powiedzieć o Finlandii, przez co tym bardziej rzuca się w oczy ta wspomniana wyżej powierzchowność i skrótowość potraktowania niektórych zagadnień. Wadą tej publikacji jest też (poza wspomnianym na początku przepisaniem wpisów z bloga) brak uporządkowania, skakanie z tematu na temat, skupianie się na niepotrzebnych i niekoniecznie ciekawych wątkach, a pomijanie tych bardziej interesujących. Z kolei język tej publikacji jest bardzo prosty, jak to na blogu, czasem wręcz potoczny, nieskomplikowany, co powoduje, że czyta się ją szybciej, ale i bez potrzeby skupienia.

Zaletą tej książki jest jej piękne wydanie. Jest ona po prostu dopracowana pod względem wizualnym, ma wyjątkowo estetyczną i zachęcającą twardą oprawę, ciekawą wyklejkę, ponadto została wydrukowana na dobrym papierze, opatrzona wieloma fotografiami ze zbiorów autorki. To też jest ważne dla odbiorcy, bowiem uprzyjemnia czytanie. Na uwagę zasługują również przypisy i bibliografia, dzięki którym zainteresowani mogą głębiej wejść w temat.

Niestety, z uwagi na wymienione wyżej wady, "Finlandia. Sisu, sauna i salmiakki" nie porwała mnie tak, jak oczekiwałam. Miałam nadzieję, że dowiem się z niej więcej o Finlandii, że zakocham się w tym kraju, tymczasem poznałam tylko trochę ciekawostek na ten temat. I to tych ciekawostek, które mogłam przeczytać wcześniej na blogu autorki...

Oceńcie sami, czy warto poznać tę książkę...


Mimo wszystko dziękuję Wydawnictwu za możliwość przeczytania tej publikacji, a także portalowi książkowemu Bookhunter.pl, gdzie znajdziecie szerszą recenzję.



*************
Podsumowanie października pojawi się w tygodniu, a od dziś na moim profilu na Instagramie znajdziecie rozdanie z książką "PS Kocham Cię na zawsze", której recenzja już od jakiegoś czasu jest tu na blogu ;).

Komentarze

  1. Ja już o Finlandii książkę czytałam. Chętnie jeszcze jakąś przeczytam, ale już jestem wybredna ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tę zdecydowanie możesz sobie odpuścić ;)

      Usuń
  2. Szkoda, że poczułaś zawód - czuję, że ja też bym poczuła

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że tak, zresztą rozmawiałyśmy o tym ;).

      Usuń
    2. Wiem, wiem i nie wiedziałam co tutaj mam napisać ;P

      Usuń
  3. Szkoda, że Cię rozczarowała. Sama nie zamierzam po nią sięgać.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  4. Zdecydowanie sobie odpuszczę. 😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak czytelnicy powyżej - odpuszczam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie również ta książka jakoś bardzo nie kusi. Może przeczytałabym ją gdyby wpadła mi w ręce, ale na chwilę obecną tego nie planuję. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak Ci się trafi gdzieś przypadkiem, to faktycznie możesz przeczytać, ale tak ja wyżej pisałam - nie będę specjalnie zachęcać ;)

      Usuń
  7. Widocznie autorka poszła na łatwiznę - bardzo łatwo jest skopiować wpisy z bloga i wpakować je w ładniejszą formę... Tylko czy jest wtedy sens wydawać pieniądze na książkę? Ja z książek pisanych przez blogerki bardzo polecam "Slow fashion" Asi Glogazy i "Warsztaty stylu" Marii Młyńskiej, dziewczyny dały od siebie coś więcej niż przepisanie wpisów z bloga, mimo że tematyka książek właśnie z blogów pochodzi i była ich znakiem rozpoznawalnym. Natomiast rozczarowała mnie książka "Jak dbać o włosy" Anny Kołomycew, paradoksalnie z powodu odwrotnego niż ten, który poruszyłaś - w książce autorka pisze rzeczy w stylu "a o tym, jak zrobić tego koczka, napisałam na blogu" - i co wtedy, mam szukać tego wpisu wśród setek innych? Trochę to było słabo pomyślane niestety :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ogólnie bym może nie była tak mocno rozczarowana, gdyby we wstępie autorka wspomniała, że w tej książce znajdują się wpisy z jej bloga. Właśnie teraz czytam taką publikację, gdzie jest to zaznaczone na samym początku ("Patolodzy" w ramach akcji Czytajpl) i przez to odbieram ją inaczej.
      Dzięki za polecenie, może w wolnej chwili zerknę do tych książek. Super, że są one kontynuacjami czy rozwinięciami blogów, a nie ich przepisaniem...
      O właśnie, sytuacja z tej ostatniej publikacji też jest irytująca. Weź teraz przeszukuj bloga, jak chcesz się o czym dowiedzieć...

      Usuń
  8. A tak kusiła mnie ta książka :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zerknij na bloga "Fińskie smaki", to dowiesz się wszystkiego co jest w tej książce, a nawet więcej ;)

      Usuń
  9. Szkoda.. że przeciętna. Chciałabym przeczytać jakąś książkę o Finlandii, a najbardziej to w ogóle tam pojechać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zerknij w takim razie na bloga "Fińskie smaki", znajdziesz tam to samo co w tej książce, a nawet nieco więcej ;)

      Usuń
  10. O! To zaskakująca, ale bardzo dobra recenzja! Już wiem, że na pewno nie będę miała chęci sięgać po tę książkę, skoro identyczne treści mogę znaleźć na blogu, nie mówiąc o wymienionych przez Ciebie wadach. I chociaż bardzo lubię pięknie wydane książki, to niestety jest to kolejny przykład tego, jak cudowne wydanie może ukrywać mankamenty zawartości...
    Inna sprawa, że naprawdę nie rozumiem blogerów, którzy piszą książkę złożoną z tekstów bloga. Rozumiem teksty utrzymane w stylu bloga - łakomy kąsek dla wiernych czytelników. Rozumiem część treści takich, a część nowych - tak powstają całkiem ciekawe poradniki jak chociażby "Finansowy ninja" czy „Mężczyzna z klasą". Ale żeby tak prawie nic nowego... Szkoda, bo nie mam wątpliwości, że autorka miała wielkie możliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie ja też tego nie potrafię zrozumieć... O ile książka jest kontynuacją bloga, albo właśnie czymś nowym, ale tak jak piszesz, utrzymanym w stylu bloga, to dla mnie nie ma problemu, a nawet przyklaskuję takim projektom. Jednak przepisywanie bloga w formę książki jest dla mnie niedopuszczalne, stąd ta dziwna recenzja ;)

      Usuń
  11. Trochę bez sensu wydawać książkę, którą tak naprawdę można przeczytać w internecie za darmo :)

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję serdecznie za każdy komentarz i każdy głos w dyskusji.